a w sercu nastał …
Ulice zakwitły kolorowymi kwiatami parasolek a pomiędzy nimi fruwały czarne skrzydła męskich parasoli .Nad głowami stykały się w muśnięciach jedwabnych czaszy rozwartych ku ramionom tych co trzymali je na uwięzi by nie uleciały ku niebu …
Wraz z chłodem który opatulił mnie aż do drżenia przytuliły się do mnie małe tęsknoty . I w sercu nastał jakiś dziwny lęk i ochota …a w pamięci strzępy snów do których wracać chcę a nie potrafię bo ich nie pamiętam .Mam jednak wrażenie ,że są w swojej ułudzie tak atrakcyjne że tylko uciekać w nie i zamykać oczy bo może w nich właśnie , otrzymam odpowiedzi na pytania na które nikt odpowiedzieć nie może …
I znów prowadzę niekończące się rozmowy z bogiem .Są one bez słów , czasem nie mają nawet formy myśli .To nawet nie jest modlitwa . Ja już chyba nie umiem się modlić . Moja modlitwa to rozmowa . Mój głos w tej rozmowie jest mocniejszy , boga prawie nie słychać , on chyba nie musi podnosić głosu …
Pod moje okna podeszł stado gęsi .Przewodził im dorodny samiec . Nie uszczknął ani źdźbła trawy . Czuwał nad kobietami i dziećmi . Patrzyłam na niego z podziwem .Natura dała mu rolę do spełnienia i wykonywał ją bez zastrzeżeń .Dlaczego więc większość naszych mężczyzn zatraciło te samcze obowiązki w każdej kategorii życia ?Gęś potrafi a człowiek nie ?
