A po prawej, proszę państwa, kilka świeżych trupów…
Drodzy państwo, po lewej stronie widać miejsce, w którym niegdyś była starożytna świątynia… Dziurę widzicie? Ano dziura jest. Malownicza, nieprawdaż? O, teraz patrzymy na prawo - tu dzieje się historia. Proszę pana, niech pan przestanie rzygać, nie uchodzi.
Tak mógłby perorować pilot wycieczek w Bagdadzie. Gdyby tam były wycieczki i piloci. Może zresztą będą. Jak właśnie donosi agencja Reuters, Irak zaprasza turystów. Nie, nie miłośników wypraw ekstremalnych. Zwykłych turystów. W szczególności pielgrzymów - bo to głównie im Irak jest jeszcze w stanie cokolwiek zaoferować.
Jak się okazuje, mają tam nawet państwową Komisję Turystyki. Jej szef, Mahmoud al-Yakouki, mówi Reutersowi, że święte miejsca w Iraku są bardzo chętnie odwiedzane, a on robi, co może, by przyciągnąć jeszcze więcej ludzi (cytat za Reutersem):
Every day 1,500 pilgrims visit these sites, mostly Iranians but also Muslims from Bahrain and other countries … We are going to increase this to 2,500 a day, hopefully, after Ramadan. Before the war, Iraq received 8,000 pilgrims a day.
Cóż, urzędniczym obowiązkiem szefa Komisji Turystyki jest zachęcać ludzi do odwiedzania kraju. Tylko że z tego typu promocją wypadałoby poczekać na lepsze czasy. Bo już samo istnienie takiego urzędu w irackim piekle wygląda jak ponury żart.