Wielokulturowość, czyli szariat
Jakby ktoś nie wiedział, jest w Unii Europejskiej państwo, w którym instytucjonalny klerykalizm jest o niebo większy niż w IV RP. Z tym, że religią, której zasad muszą w tym kraju przestrzegać wszyscy obywatele bez względu na ich rzeczywiste wyznanie (lub jego brak), nie jest katolicyzm, lecz islam. To państwo to oczywiście Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Dla niewtajemniczonych: ojczyzna Richarda Dawkinsa.
Jak donosi Rzeczpospolita, władze brytyjskie (zarówno centralne, jak i te na szczeblu lokalnym) pracują ostatnio nad dostosowaniem prawa miejscowego do wymagań szariatu. Trzeba przyznać, że mimo oporu materiału ludzkiego idzie im to całkiem nieźle:
Pracownicy szkockiej służby zdrowia nie mogli uwierzyć własnym uszom, gdy ogłoszono im nowe zarządzenie szefostwa: od 12 września przez miesiąc nie będą mogli jeść przy swoich biurkach.
Z korytarzy znikną również wózki rozwożące kanapki i napoje, a nawet maszyny z batonikami. Wszystko po to, żeby nie drażnić widokiem jedzenia muzułmańskich pracowników i pacjentów. W połowie września zaczyna się bowiem święty dla muzułmanów miesiąc – ramadan. W jego trakcie wyznawcy Allaha muszą pościć od świtu do zmierzchu.
– To kwestia tolerancji. Te przepisy mają pomóc w ugruntowaniu dialogu międzyreligijnego (…) – powiedział “Rz” Na’eem Raza z pozarządowej organizacji Meem, pod wpływem której służba zdrowia wprowadziła zakaz. (…)
Brytyjskie Towarzystwo Skautyzmu zabroniło ostatnio swoim podopiecznym jedzenia kiełbasek z ogniska, co było odwieczną tradycją na harcerskich obozach. Powód: widok skwierczącej na ogniu wieprzowiny mógłby urazić uczucia muzułmanów. Od tego roku skauci podczas wypraw muszą się więc zadowolić wegetariańskimi potrawami z plastikowych pudełek. (…)
Podobne przykłady można mnożyć. Kilka miesięcy temu w jednej z angielskich szkół zabroniono dzieciom śpiewać piosenkę o trzech świnkach (świnia to dla muzułmanów nieczyste zwierzę) i zamiast tego kazano zaśpiewać o “trzech szczeniaczkach”. W brytyjskich szkołach nauczyciele unikają również mówienia o Holokauście, żeby nie wywołać gniewnej reakcji muzułmańskich uczniów i wzrostu antysemickich nastrojów.
Kto już ma dość, powinien przerwać lekturę, bo najlepsze dopiero przed nami. Pod artykułem w Rzepie jeszcze cudowniejsza niż sam artykuł opinia pani Miriam Roberts z walczącej z batonikami w szpitalach i kiełbaskami przy ogniskach organizacji Multicultural UK. Pani Roberts mówi tak pięknie i przekonująco, że nie mogę się oprzeć i znów muszę zacytować:
Wspaniała idea, jaką jest zgodne współżycie przedstawicieli rozmaitych ras, narodowości i kultur, wymaga poświęceń. Wszyscy mieszkańcy Wielkiej Brytanii, niezależnie od koloru skóry, powinni się czuć u nas dobrze, komfortowo. Właśnie dlatego nie powinniśmy zachowywać się w sposób, który mógłby sprawić komuś przykrość. [Naturalnie chodzi tylko o przykrość odczuwaną przez muzułmanina – komfort chrześcijan, Żydów lub ateistów zmuszanych do głodówki w imię Allaha, w którego nie wierzą, oczywiście się nie liczy, bo w końcu kto by się przejmował niewiernymi psami…] Większość Brytyjczyków to rozumie. Niestety, idee wielokulturowości cały czas usiłują skompromitować prawicowe brukowce. Wykorzystują drzemiące w niektórych ludziach uprzedzenia i judzą [tak, tak, judzą – ale przecież wiadomo, w czyich są rękach…] przeciwko imigrantom.
By dopełnić sielanki, poniżej kilka zdjęć, pokazujących, jak na poświęcenia odpornych na prawicowo-brukową propagandę Wyspiarzy odpowiadają rozkochani w tolerancji i wielokulturowości brytyjscy wyznawcy Allaha:








