Serwis społecznościowy dla naukowców
Paweł Wimmer zaproponował wczoraj stworzenie serwisu społecznościowego dla naukowców. Sam pomysł na taki serwis nie jest wyjątkowo odkrywczy, ale nie o to tu chodzi. Taka idea spodobała mi się od razu! Ile dziedzictwo web 2.0 mogłoby dać naukowcom - myślałem niemal podświadomie, błyskawicznie zapalając się do tego projektu… A tu bęc! Rozbiłem sie o niektóre komentarze gęsto pęczniejące pod postem. Dlaczego mi się pomysł tak spodobał, a innym nie?
Web 2.0 to nowy paradygmat, którego wielu nie rozumie
W tym semestrze miałem przedmiot “Programy Unii Europejskiej”, podczas któryś zajęć prowadzący pyta się nas, które instytucje w najgorszy sposób wykorzystują fundusze Unijne? Nie przyszło nam do głowy, że nie są to samorządy (w domyśle nieudolne nieroby i urzędasy) ani prywatnie przedsiębiorcy (w domyśle kombinatorzy) - są to uczelnie wyższe! Dlaczego? Bo panuje na nich feudalny model władzy - słowo rektora jest święte, a że zna się on na filozofii średniowiecznej (to tylko przykład), a nie administrowaniu instytucją - to już inna sprawa, ale przecież nikt nie ośmieli się go upomnieć (upraszczam bardzo, ale mam nadzieję rozumiecie o co mi chodzi). Jaki to ma bezpośredni związek z niezrozumieniem wartości powstania serwisu społecznościowego dla naukowców?
Na uczelni panuje ścisła hierarchiczna struktura, gdy tymczasem web 2.0 ma strukturę sieciową, zdecentralizowaną. To zupełnie inny świat, a mówiąc bardziej naukowo - to zupełnie nowy paradygmat postrzegania świata, działania ludzi i organizacji. W starym paradygmacie ważne były relacje pionowe (ja plus wyższy, niższy stopniem naukowym kolega) i poziome (ja i koledzy z takim samym tytułem naukowym). W nowym paradygmacie ważne są i relacje pionowe, i relacje poziome, i relacje skośne! Istotne jest aby sieć była gęsta. To oczywiście tylko uproszczony schemat. Nie chodzi również aby poprzednią strukturę niszczyć, istnieje ona bowiem nie bez kozery, chodzi mi jednak o to aby nową strukturę docenić i po prostu wykorzystać jej zalety: możliwość kontaktu i zobaczenia się naukowców z tej samej dziedziny i z różnych; z tego samego miasta i nie tylko; młodych i starszych; zobaczenia nad czym pracują koledzy z innych ośrodków naukowych; możliwość znalezienia pomocy, współpracy. Potencjalne korzyści są nieograniczone.
Wiedza procesem dokonującym sie w sieciach
Rok temu Edwin Bendyk pisał w genialnym artykule w Niezbędniku Inteligenta:
John Seely Brown i John Hagel III, eksperci w dziedzinie zarządzania oraz innowacyjności, dowodzą na łamach najnowszego numeru „The McKinsey Quarterly”, że potrzebna do skutecznego działania kreatywność oraz zdolność produkcji nowej wiedzy kryje się w relacjach między ludźmi. Wiedza nie jest bowiem stanem, ale procesem. Procesem polegającym na umiejętności tworzenia i podtrzymywania relacji między ludźmi, dzięki czemu następuje wymiana idei, ich rozwój, upowszechnienie i absorpcja.
Korzyści jakie otrzymujemy ze stałej, utrwalonej hierarchicznej struktury wycisnęliśmy do końca. Aby iść dalej, aby zwiększać wydajność - co jest koniecznością w rozwoju gospodarczym - musimy nie tylko w nauce wykorzystywać najnowsze zdobycze wiedzy o wytwarzaniu wiedzy. Najnowsze trendy w tej dziedzinie mówią zaś, że zdobywamy ją uczestnicząc w sieciach. Serwisy społecznościowe są doskonałym narzędziem do tego celu.
Zamiast podsumowania
Zaproponowany przez Pawła serwis społecznościowy stworzyć powinni komputerowcy czujący bluesa web 2.0 (poprawiając go i rozwijając dzięki feedbackowi naukowców) bo jeśli wyszlibyśmy od naukowców to ich skostniałe myślenie nie będzie potrafiło dać iskry życia temu projektowi.
Niebezpieczeństwo dla tego projektu tkwi w tym, że jego potencjału naukowcy mogą nie zauważyć tkwiąc w starym paradygmacie.
To fascynujące zagadnienie zostało w tym poście jedynie muśnięte, mam jednak nadzieję, że to dobry początek do dalszej refleksji. Wszelkie niezrozumiałe zawiłości moich myśli chętnie wytłumaczę w komentarzach.