Pęd
Strasznie skurczył się czas. Spanie po kilka godzin, wkrótce ukazuje się pierwszy numer nowej gazety, nad którą dłubiemy od wielu miesięcy. Bardzo dużo się dzieje dookoła, chyba najważniejsze wybory od 1989 za pasem, politycy dociskają media kolanem, gospodarka właśnie osiągnęła szczyt, po którym zacznie się jazda w dół, miasto rozkopane, powoduje marnowanie 3h dziennie w drodze. Gdzieś w tramwajach, autobusach i metrze udało mi się przeczytać “Rwący bieg historii” Kapuścińskiego. Znakomita rzecz. Zapadło mi w głowę stwierdzenie, że dyskusje o technologiach, o internecie, mediach, końcu ery słowa drukowanego, czyli to co w jakiś sposób nas obu interesuje, i o czym czasem tu bazgrzemy - to wciąż tylko rozmowy bogatych z bogatymi. Jedna trzecia ludzkości nie ma dostępu do bieżącej wody, nie mówiąc o dostępie do jakiejkolwiek wiedzy, zadrukowanej kartki, książki. Mówią, że skończyła się epoka Gutenberga. Ok, ale dla milionów ludzi na całym świecie się ona nawet nie zaczęła. Jakoś gubimy zdolność do szerszej refleksji w codziennym bombardowaniu “internetowymi społecznościami”, “networkingiem biznesowym”, “budowaniu strategii sprzedażowej”, rozważaniem czy Windows jest lepszy od Linuxa, czytaniu w “Wysokich Obrotach” o najnowszych merolach i jeepach, na które jeszcze bardzo długo nie będzie nas stać. Niebywałe, jak łatwo czas i energia życiowa lubią uciekać przez palce.