Tamtego dnia
Pamiętam jak dzisiaj. Stałam w ciemnym korytarzu, pod drzwiami, czekając, kiedy zostanę poproszona do środka. Byłam onieśmielona, niepewna, a wszystko dookoła wydawało się obce i niedostępne. Wiedziałam, że muszę sprawić dobre wrażenie. W głowie układałam gotowe odpowiedzi na ewentualne pytania, jednocześnie mając świadomość, że to i tak zawsze szlag trafia. Co chwilę ktoś przechodził korytarzem, lustrując mnie z góry na dół. No tak, obcych zawsze traktuje się z góry i nieufnie. Ciekawe, czy kiedykolwiek zaakceptują mnie i przykleją etykietkę “swój”. Na to trzeba czasu. Weszłam do środka, powtarzając w myślach “siedź prosto, patrz prosto w oczy, uśmiechaj się, sprawiaj wrażenie pewnej i przebojowej”. Posypała się lawina pytań odnośnie mojej osoby, na które starałam się odpowiadać krótko i rzeczowo. Potem zostałam poinformowana o swoich obowiązkach i oddelegowana do właściwego pokoju. Od razu stałam się głównym tematem dnia, a nawet tygodni. Nie zapomnę tego szemrania i ucinania szybko rozmów w momencie mojego wchodzenia do pokoju. Z czasem, oni przyzwyczaili się do mnie, a ja do nich. Od tamtego dnia minęło 6 lat i z perspektywy czasu, tak sobie myślę, że w wielu sytuacjach postąpiłabym zupełnie inaczej. Wtedy, kiedy milczałam, wykrzyczałabym swoje racje, postawiłabym się. Kiedy niepotrzebnie coś powiedziałam, teraz, zamilknęłabym. Wiele spraw rozwiązałabym zupełnie inaczej, do niektórych zdarzeń w ogóle bym nie dopuściła. Nie jest to teraz płakanie nad rozlanym mlekiem. Wyciągam wnioski. Analizuję. Uczę się na własnych błędach. Dojrzewam.